Obrazy

Zacznijmy od wyjaśnienia, czym jest obraz. Wikipedia stwierdza, że obraz, to:

„przedmiot, przeważnie płaski, na którym za pomocą plam barwnych i kreski, przy zastosowaniu różnych technik malarskich i graficznych autor dokonał zapisu pewnych treści” link do całości.

Czyżby wystarczyło kilka „plam barwnych”? Czyżby „kresek”? Czyżby tak prostymi formami, można stworzyć freski na sklepieniu kaplicy Sykstyńskiej?

Prawdopodobnie – tak! Wystarczą zaledwie 24 litery, aby powstała nieskończona liczba dzieł literackich. Artykuł w gazecie, anons o sprzedaży „niezrównanej lampki nad obrazy”, powieści „Dobry” lub „Iliady”. W dalszej części cytowanego opisu, możemy przeczytać:

„Ewolucja podejścia do obrazu jako samodzielnego przedmiotu liczy sobie ok. 30 000 lat”

Uwielbiamy cyfry, katalogowanie, klasyfikowanie, nazywanie. Cyfry jako przekaz mijającego czasu, jako odniesienie do fatum, które ciąży nad nad sztuką od chwili, gdy na ziemi pojawił się człowiek. Cyfry niezbędne są, aby widz spektaklu mogł zrozumieć intencje twórcy. 30.000 lat jest abstrakcją. Każdy jest w stanie pojąć, że wczoraj, mleko wylało się na kołnierzyk prezesa banku, ale pojąć, że 30.000 lat temu jakiś KTOŚ świadomie namalował kreskę, która stała się początkiem ścieżki, nazywanej obecnie obrazami – możemy sądzić, że twórca pierwszej kreski nie miał o tym pojęcia.

Czym więc są nowoczesne obrazy cyfrowe?

Najwłaściwszą odpowiedzią będzie, że są to dekoracje. Nie są to dzieła sztuki, ale upiększające nasze otoczenie dekoracje. Zazwyczaj sprzedawane w sklepach interentowych lub stacjonarnych. Z ich zakupem nie ma problemu. Skupmy się na nowoczesnych obrazach sprzedawanych w sklepach internetowych. Zakupy w takim sklepie, to sama przyjemność. Przyjemność, ale, w czym? Co kupujemy w takich sklepach? Dzieła sztuki? Czyżby można było kupić dla siebie dzieło sztuki, które ozdobi mieszkanie?

Zajrzyjmy!

 

Reprodukcje na pierwszy rzut oka wyglądają dobrze. Czyja, to zasługa? Oczywiście osoby, która przeniosła obraz w cyfrowy świat Internetu. Jak jednak wygląda cyfrowa reprodukcja w rzeczywistym świecie? Sprawdźmy.

Okazuje się, że dostarczany do klienta obraz jest drukowany na kanwasie. Prawda, że ładnie brzmi. Sama nazwa „kanwas” musiała kosztować krocie. Nadający imię owemu materiałowi musiał znać się na rzeczy. Czymże jednak, jest ów kanwas?

Kanwas, to płótno malarskie o drobnym splocie, które doskonale nadaje się tak do odręcznego malowani jak i do druku.

Świetnie! Zatem zamawiając w sklepie obrazoteka.pl reprodukcję, mogę być pewny jakości, ale…

No właśnie, ale co z artyzmem?

Czy ów obraz jest dziełem sztuki?

Niewątpliwie jest dziełem współczesnej techniki.

Niewątpliwie wygląda jak oryginał.

Niewątpliwe każdy może, go kupić do swojego mieszkania.

Niewątpliwe pokój, przedpokój, a nawet łazienka, gdy powiesimy w nim obraz będą wyglądały wspaniale, ale… nigdy nie będzie unikalnym dziełem sztuki.

Na cóż nam jednak płacić dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy złotych za oryginalne obrazy, gdy można za kilkaset złotych kupić cyfrową reprodukcję? Na cóż nam zaciągać pożyczki na zakup obrazu, za którego równowartość można kupić mieszkanie? Na cóż wreszcie, wydawać pieniądze na dzieło, które może nam się po kilku latach znudzić, a którego nie wyrzucimy przecież na śmietnik? Odpowiadam. Nie potrzebne. Dzieła sztuki pozostawmy znawcom z mega wypchanym portfelem, a sami kupujmy w internecie. Niech nasze mieszkania pięknieją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *